"To był kompletny bubel, pod którym podpisał się m.in. Stanisław Gawłowski jako ówczesny wiceminister środowiska i myślę, że był on takim ojcem chrzestnym" - mówi Henryk Bieńkowski, przew. Klubu Radnych „Niezależny Kołobrzeg" o spalarni w Kołobrzegu. Inwestycja pochłonęłam miliony dotacji, a spalarnia działać nie będzie. Jej wyposażenie syndyk masy upadłościowej wystawił na sprzedaż. To marnotrawstwo publicznych pieniędzy, mówią mieszkańcy, którzy w przeszłości protestowali przeciwko realizacji tej inwestycji.

„Mieszkańcy okolicznych osiedli po prostu się dusili” – oświadczył Henryk Bieńkowski, przew. Klubu Radnych „Niezależny Kołobrzeg”. . Spalarnia w kołobrzeskim Radzikowie postała 10 lat temu. Dziennie miała utylizować 10 ton odpadów organicznych. Miała, ale ekologiczne plany spalarni spaliły na panewce. „Była to innowacyjna technologia, ale był to kompletny bubel, pod którym m.in. pan Stanisław Gawłowski się podpisał jako ówczesny wiceminister środowiska. - Myślę, że był takim ojcem chrzestnym tego przedsięwzięcia. Przyjechał, reklamował, przemawiał i rugał tych wszystkich, którzy mu zwracali uwagę, że nie można marnotrawić pieniędzy podatników" – oświadczył Henryk Bieńkowski, przew. Klubu Radnych „Niezależny Kołobrzeg”.

Przeciwko budowie spalarni protestowały dziesiątki osób. Głównie z Grzybowa i Radzikowa. Mieszkańców, niepokoiła przede wszystkim odległość inwestycji od domów. To niespełna pół kilometra. Bali się o zdrowie, ale też o turystów, którzy nie będą chcieli wypoczywać w sąsiedztwie spalarni. „Bazowano na tym, że jest oczyszczalnia ścieków, która powstała jeszcze sprzed I wojną światową. – Zrozumiałą kwestią jest to, ale przecież sprawa wczasów i miejscowości turystycznej powoduje, że nie powinno to być absolutnie w tym miejscu – tłumaczy Tomasz Szafrański, sołtys Grzybowa. Tym bardziej, że w okolicy, oprócz oczyszczalni ścieków działała już kompostownia a w planach była budowa biogazowi.

Protesty mieszkańców nic nie dały. Spalarnia powstała, ale jej działalność skończyła się na etapie testowania. Choć i one, zdaniem kołobrzeżan, dały się im we znaki. „Mieszkańcy okolicznych osiedli po prostu się dusili” – oświadczył Henryk Bieńkowski, przew. Klubu Radnych „Niezależny Kołobrzeg”. Dorota Oyedemi skutki próbnych uruchamiań spalarni odczuła na własnej skórze. Jak mówi, emitowany w czasie przetwarzania odpadów zapach był nie do zniesienia. „Wchodziło drzwiami, oknami, kominami, wywietrzyć się tego nie dało. – Znalazłam się przez to dwa razy w szpitalu, miałam zawroty głowy, podwójne widzenie, wymioty” - mówi Dorota Oyedemi, mieszkanka Radzikowo.

Na temat spalarni próbowano, telefonicznie skontaktować się z inwestorem, ale odmówił wypowiedzi. Inwestycję zrealizował prywatny przedsiębiorca. Koszt spalarni wyniósł ponad 14 milionów złotych. Blisko 7 milionów stanowiła unijna dotacja z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Obecnie jej wyposażenie zajął syndyk. „Inwestycja będzie sprzedawana za śmieszne pieniądze, bo niecałe dwa miliony złotych a koszty były kilkanaście milionów więc widać jak żeśmy duże pieniędzy publicznych stracili" – oświadczył Krzysztof Plewko, przew. Stowarzyszenia. „Ekologiczny Kołobrzeg”. Zdaniem Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju: „projekt jest obecnie po okresie trwałości, wobec czego formalnie nie ma uwarunkowań umożliwiających dochodzenia należności”. A jak podkreśla Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która podpisała w 2008 roku dokumenty o udzielenie unijnego wsparcia finansowego, spalarnia była poddawana wielokrotnym kontrolom. Nieprawidłowości nie stwierdzono.