Teresa (31) z okolic Sieradza, wspólnie z matką wychowuje dwóch synów. Dlatego pracowała tylko na nocną zmianę w pobliskiej ubojni drobiu. Wyszła z pracy po 10 rano. Około 12 robiła zakupy w markecie. Prawdopodobnie, w trakcie zakupów rozmawiała z jakimś mężczyzną. Podobno wyszła razem z nim i wsiadła do samochodu. Dokąd pojechali i czy faktycznie tak się stało, do dzisiaj nie ustalono. Rodzinie nie okazano nagrań z monitoringu markety i jego okolic. Od zaginięcia minęło już ponad pięć tygodni, nadal nie wiadomo co się z Teresą stało.

69 letni pan Czesław, przez rodzinę, której przekazał z żoną gospodarstwo w zamian za dożywotnią opiekę, został wyrzucony z domu. Pracownicy opieki społecznej umieścili go w domu dla bezdomnych. Nie mógł pogodzić się z takim potraktowaniem. Zamknął się na kontakty z innymi osobami. Na domiar złego, jego samopoczucie pogarszało się wraz z nawrotem depresji. Nie mógł spać, przestał jeść. Pewnej nocy (26.03) nad ranem, wyszedł z Ośrodka. Nikt nie wie dokąd poszedł. Pracownicy Ośrodka sądzili, że poszedł do lekarza. Nie zawiadomili policji ani Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Rodzina o jego zniknięciu dowiedziała się po miesiącu.