30 lat temu w Szczecinie wybuchł najdłuższy strajk okupacyjny w historii PRL-u. Sercem protestu był szczeciński port. Były strach i nadzieja - na zmiany. Jednak zdaniem wielu opozycjonistów sierpniowy zryw w 1988 roku był porażką - jego finałem był Okrągły Stół, a ten niektórzy nazywają zdradą, bo komunistyczna nomenklatura doskonale odnalazła się w nowej Polsce.

Samotny strajk, to 20 niepublikowanych do tej pory fotografii, na których uwieczniono nie tylko akaparację szczecińskiego portu, ale także inne zrywy sierpniowe w PRL-u. Marazm oraz rozczarowanie systemem i nadzieja na lepsze jutro. Takie emocje towarzyszyły strajkowi w szczecińskim porcie. - Myślę, że bardzo mocno dawała o sobie znać taka beznadzieja, powiedziałbym wprost zmęczenie człowieka komunizmem. Oczekiwanie na zmiany – mówi dr Wojciech Lizak, historyk, członek opozycji demokratycznej.

Oczekiwanie na zmiany, których mimo zrywu w sierpniu 1980 roku – nie było. Po ośmiu latach Polacy byli zmęczeni kolejną zapaścią gospodarczą i podwyżkami cen. A zdaniem historyków i byłych opozycjonistów - nowe pokolenie robotników, domagało się natychmiastowych zmian. - Też się zmienił obiekt, w którym strajkowano to nie była stocznia uchodząca za symbol buntu - tłumaczy dr Wojciech Lizak, historyk, członek opozycji demokratycznej.

Główny ciężar strajku spadł na port w Szczecinie. Tam 17 sierpnia kilkuset pracowników rozpoczęło strajk - żądając np. zarejestrowania zdelegalizowanej w stanie wojennym Solidarności. Domagali się również podwyżek płac. Z kolejnymi dniami do protestu dołączały kolejne zakłady. M.in. zajezdnie tramwajowe czy Portowe Centralne Zakłady mechaniczne. Zaczęły się też pierwsze prześladowania przez Służbę Bezpieczeństwa. - Ich rodziny nachodziły Służby Bezpieczeństwa i straszyli, że nie będą mieli mieszkania, pracy. Będziesz siedział w wiezieniu i taka powstała psychoza – mówi o. Józef Łągwa, Jezuita.

Psychoza i strach, które jak dodaje ojciec Józef Łągwa przełamać pomagała modlitwa. - W ciągu trzech minut - z postawy kciuki do dołu, że w tej sprawie prawie nie ma nadziei, pierwsza brygada powstaje i to było najważniejsze w strajku – powiedział o. Józef Łągwa, Jezuita.

Robotnicy byli zdani tylko na siebie i swoje rodziny – nie było takich tłumów jak w roku 1980. Społeczeństwo było zbyt zmęczone walką z komuną. - To była końcówka strajku. Ludzie niektórzy nie wytrzymywali nerwowo. Psychicznie załamywali się – mówi Jerzy Wojtowicz, pracownik Portu Szczecińskiego w latach 1968-2005. Mimo to strajk trwał aż 17 dni. Jego symbolem był kilkutysięczny marsz, który wyruszył z Łasztowi w kierunku Katedry w dniu zakończenia protestu. - Mimo zmęczenia było widać zadowolenie, a nawet radość, że z transparentami mówiącymi o Solidarności i nie tylko idziemy przez miasto, i dokumentujemy nasze przywiązanie właśnie do Solidarności – powiedział Andrzej Milczanowski, były działacz opozycyjny.

Powojenna historia Szczecina to bunt - pretekst dla komunistycznej władzy do rozpoczęcia Okrągłego Stołu. – Okrągły Stół był faktem, było to skrzydło liberalne Solidarności, może nieliberalne, ale umiarkowane, które patrząc na nastroje społeczne stwierdziło, że nie ma innej drogi wyjścia i trzeba z tą władzą porozmawiać - tłumaczy dr Sebastian Ligarski, Instytut Pamięci Narodowej.

Część opozycjonistów twierdzi, że komuniści wykorzystali sytuację, bo doskonale wiedzieli, że system się wali. Uważali, że nie należny iść z nimi na żaden układ, bo i tak komunizm się kończy. 80 procent Polaków deklarowało wówczas chęć emigracji. Finałem był jednak Okrągły Stół, przy którym to komuniści mieli decydujący głos. Byli zainteresowani przejęciem władzy w kraju na nowych zasadach. Bez utraty wpływów budowanych przez lata. Byli komuniści szybko odnaleźli się w nowej rzeczywistości gospodarki wolnorynkowej. Z dnia na dzień stali się posiadaczami kapitału w nowej Polsce. Praktycznie za bezcen, przejmowali małe i średnie przedsiębiorstwa, zmieniając się w klasę biznesmenów.