Sukces byłych akcjonariuszy Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Sąd Apelacyjny nakazał ponowne rozpoznanie sprawy, bo uznał, że wyrok w pierwszej instancji, oddalający powództwo - był nieprawidłowy. To największy pozew zbiorowy w Polsce. Ponad dwa tysiące osób domaga się co najmniej 30 milionów złotych z tytułu utraconej wartości akcji stoczniowego holdingu.

Sąd Apelacyjny podkreślał, że wyrok pierwszej instancji był nieprawidłowy, bo jak argumentował sędzia, błędem było przedwczesne stwierdzenie, że akcjonariusze nie udowodnili bezkarnych działań państwa. W pierwszej instancji sąd nie zajął się np. rozważeniem kwestii, jak się później okazało, bezzasadnych zatrzymań członków zarządu i zbadaniem czy gdyby stocznia dostała pożyczkę, udałoby się jej przetrwać kryzys.

Sędzia podkreślał, że zabrakło również odpowiedzi na pytania czy działania ówczesnego rządu mieściły się w graniach prawa w stosunku do działalności stoczni.

Wcześniej w sprawie zeznawało wielu prominentnych polityków m.in. Leszek Miller. Zapewniał wtedy, że rząd zrobił wszystko co możliwe, by uratować stocznię. Miller zeznał, że nie pamięta jakoby w tamtych latach użył sformułowania, że „prywatnemu się nie pomaga”, co zarzucali mu prawnicy akcjonariuszy stoczniowego holdingu.

Innego zdania są byli stoczniowcy, którzy za upadłość stoczni w 2002 roku obarczają właśnie rząd Leszka Millera.

To największy pozew zbiorowy w Polsce. O odszkodowanie walczy 2200 osób. Proces w pierwszej instancji trwał rok, byli akcjonariusze mieli w nim wykazać, że do upadku stoczniowego holdingu w 2002 roku doprowadziły działania rządu Leszka Millera, ale zdaniem sądu - nie udało im się tego udowodnić.

Porta Holding upadła w 2002 roku, bo zabrakło pieniędzy na bieżącą działalność, a banki odmówiły kredytów, bo na udzielenie poręczeń nie zgodził się Skarb Państwa.

Byli akcjonariusze domagają się łącznie nawet 35 milionów złotych, bo wraz z upadkiem holdingu ich akcje stały się bezwartościowe.

W najlepszym okresie, szczecińska stocznia należała do światowej czołówki. Nawet w chwili upadku, w budowie było piętnaście jednostek. Zarząd stoczni został aresztowany, pod zarzutem działania na szkodę firmy. Po kilku latach sąd uniewinnił byłych prezesów i przyznał im odszkodowania za czas spędzony w areszcie.

„Upadek był powiedzmy fikcyjny, jak podawali biegli i generalnie wszystko wskazuje na to, że prawda osiągnie swój cel” - mówi Krzysztof Piotrowski, Prezes Stoczni Szczecińskiej Porta Holding w Upadłości.