Bulwersująca historia odebrania dziecka Polce mieszkającej w Niemczech przez Jugendamt. Pani Beata ze łzami w oczach prosi o pomoc w odzyskaniu 4-letniego Alana. Jak twierdzi Jugendamt nie miał podstaw, by zabrać jej dziecko - dziś może się z nim widzieć raz w miesiącu pod nadzorem pracowników niemieckiej organizacji. Polski rząd walczy o ochronę tożsamości dzieci i o zmianę unijnego prawa.

- Powiedzieli, że mogę widzieć Alana tylko raz w miesiącu przez dwie godziny i język niemiecki jest obowiązkowy. Nie mogłam mówić po polsku – wspomina Beata Bladzikowska. . Raz w miesiącu i tylko przez 2 godziny widzi swojego syna. Koszmar Pani Beaty zaczął się 4 lata temu, zaraz po tym kiedy w czerwcowy wieczór do drzwi jej domu zapukali pracownicy Jugendamtu w asyście policji. - Przeszukali balkon, całe mieszkanie, lodówkę otwierali, pralkę po czym powiedzieli, że zabierają najmłodsze dziecko – wspomina Beata Bladzikowska. To sąsiadka mieszkająca kilka bloków dalej miała poinformować pracowników Jugendamtu, że Pani Beata ma problemy alkoholowe. Matka Alana przekonuje, że z alkoholem problemu nie miała, ale mimo to przeszła terapie po której miała odzyskać dziecko. Wizyty w ośrodku jednak zostały okrojone z 3 do 1 w miesiącu. - Powiedzieli, że mogę widzieć Alana tylko raz w miesiącu przez dwie godziny i język niemiecki jest obowiązkowy. Nie mogłam mówić po polsku – dodaje Bladzikowska

Podobnych dramatycznych historii nie tylko polskich rodzin na terenie Niemiec są setki. W 2017 roku ponad 80 tysięcy dzieci zostało odebranych rodzinom różnych nacji. Trafiły do ośrodków Jugendamtu albo do niemieckich rodzin zastępczych.

Polski rząd walczy o zmianę unijnych przepisów, które mają przede wszystkim chronić rodziny i dzieci mieszkające poza granicami swoich krajów. Problem dotyczy całej UE - bowiem obecnie kwestia „gdzie dzieci mają być umieszczane” po odebraniu rodzicom nie jest regulowana w prawie wspólnotowym. Przedstawiciele polskiego rządu chcą, by dzieci trafiały do rodzin zastępczych tej samej narodowości.