Zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym usłyszał 18-letni rajdowiec ze Stargardu. W czasie nielegalnego pokazu driftu w sobotni wieczór wjechał w tłum ludzi. Poszkodowanych zostało 6 osób. Nastolatkowi grozi 8 lat więzienia.

To cud, że nikt nie zginął - mówią mieszkańcy. Nielegalny drift zorganizowany w środku nocy mógł kosztować czyjeś życie. Słupek był zaporą, bo gdyby nie on, z pewnością byłyby ofiary śmiertelne. 18-latek sprawca wypadku usłyszał dziś zarzuty prokuratorskie. Dziś jeszcze prokuratura ma wystąpić z wnioskiem o trzy miesięczny areszt dla nastolatka. Świadkowie nocnego nielegalnego rajdu opowiadają o przerażającym widoku.

Mieszkańcy Stargardu mówią wprost - nielegalne pokazy driftu czy palenie gumy - w centrum miasta to codzienność. Jak dodają - policja o problemie wie od dawna, tylko problem w tym, że nic z tym się nie robi. Policja nie chciała komentować sprawy. Pytania czy funkcjonariusze dotarli już do organizatorów nielegalnych zawodów i czy prawdą jest, że tego typu wyścigi są urządzane w Stargardzie regularnie? - pozostawia bez odpowiedzi. Komendant Wojewódzkiej Policji powołał zespół kontrolny, który ma zbadać czy funkcjonariusze dopełnili swych obowiązków.

W wypadku łącznie ucierpiało 6 osób, w tym 10-letnie dziecko. Poza jedną poszkodowaną kobietą wszyscy opuścili już szpitale. Ostatecznie to sąd podejmie decyzję czy 18-latek trafi do aresztu tymczasowego.